O autorze
Ostatnie notki
Zakładki:
Moje strony
Moje ulubione zwierzaki
Pomóż kotom
To lubię
Zakątki odwiedzane
![]() Witam na moim blogu. Mam nadzieję, że spędzisz tu miłe chwile. Zapraszam - rozsiądź się wygodnie. Poznaj moje koty. Obejrzyj moje prace. Zostaw swój ślad. Jeśli chcesz się ze mną skontaktować zapraszam ewa(at)szczescie.pl |
wtorek, 09 lutego 2010
poniedziałek, 08 lutego 2010
niedziela, 07 lutego 2010
![]() Pojawiły się koło bloku gdzieś w październiku Po pewnym czasie,gdy odkryły, że jedzenie w budce jest zawsze, już pozostały. Początkowo dzikie, z czasem coraz bardziej ufne. W końcu stały się prawdziwymi miziakami - biegły do człowieka ufnie, oczekując pieszczot,ciepła jedzenia. Niestety nadeszły chłody, potem mrozy i budka, chociaż ocieplona nie dawała już właściwego schronienia - kocurki zachorowały.... Mimo złego stosunku lokatorów do kotów - w tajemnicy zostały ulokowane w pralni, gdzie jest ciepło, sucho, gdzie mogły dostawać leki. W tej chwili ich stan jest o niebo lepszy, ale sytuacja jest bardzo niepewna, w każdej chwili mogą stracić to schronienie i znów wrócą na mróz i poniewierkę! REMIŚ I ROMUŚ Dwa urocze 8 miesięczne kocurki, którym los nie dał domu, Remiś jest jaśniejszy, Romuś ma ciemniejsze futerko.
Popatrz na te oczy błagające: ![]()
Umiesz przejść obojętnie? Kotki pięknie korzystają z kuwety, są naprawdę niekłopotliwe, wcale ich nie ciągnie na dwór -chyba mają już dość tej wolności! Kotki znajdują się pod tymczasową opieką w Morągu woj. warmińsko-mazurskie kontakt pod nr 600113089 Pewnego dnia otrzymałam maila o zgłoszeniu mojego bloga do konkursu BLOGER 2009 ROKU Nie wiem kto mnie zgłosił ale bardzo dziękuję :-) Na tej stronie można głosować na mojego bloga niestety na razie pod złą nazwą Elfka i koty Mam nadzieję, że nazwa zostanie wkrótce poprawiona a na razie jestem Elfką :-) edit - już jest Efka i koty :-) Na tej samej stronie możecie zagłosować na blog
sobota, 06 lutego 2010
Pozwólcie że opowiem Wam moją historię. Jestem zwykłym kotem. Czarnym z małym białym krawacikiem. Nie mam rasowych przodków i szlachetnej krwi. Urodziłem się jakieś trzy, cztery lata temu na zajezdni autobusowej w Opolu. Moją mamą była zwykła kotka, która tam znalazła schronienie. Było nas dwóch braci. Podobnych do siebie z wyglądu ale nie z charakteru. Ja po mamie nauczyłem się ufać ludziom. Brat zawsze był w stosunku do nich nieufny. Owszem obaj chętnie zjadaliśmy to co nam dali jeść i korzystaliśmy ze schronienia. Ale brat nigdy nie dał się dotknąć człowiekowi. Ja polubiłem głaskanie i czochranie. Chętnie przychodziłem na kolana. Nie było to najbezpieczniejsze miejsce na świecie ale mogliśmy tam spać zakopani w kartonach pełnych ciepłych szmat, chronić się przed deszczem i mrozem. A także biegać gdzie nam się podobało. Mama szybko zajęła się maluszkami, które urodziła wkrótce po odchowaniu nas. Niestety zanim zdążyliśmy poznać nasze rodzeństwo mama zginęła. Rozjechał ją autobus. Wszyscy bardzo byli smutni bo nie udało się znaleźć naszego malutkiego rodzeństwa. Nie wiadomo gdzie mama je schowała i ono także poszło za Tęczowy Most. Razem z mamą. Nie było to ostatnie złe wydarzenie. Niedługo potem zniknął mój brat. Nigdy nie dowiedziałem się co się z nim stało. Zostałem sam. Nie licząc wielkiego rudego kocura, który czasem mnie bił. Na szczęście byli jeszcze ludzie. A szczególnie jeden. Przyjeżdżał, głaskał mnie, przywoził jedzenie. On też przyniósł dla mnie tabletki jak źle się czułem bo robaki mnie chciały zjeść. Polubiłem go bardzo. Czasem przywoził ze sobą swoją ukochaną i oboje mnie głaskali i tulili. Serce mi pękało jak odjeżdżali. Inni ludzie też się mną zajmowali ale nie tak jak oni. I wtedy posłuchałem informacje o jakiejś przeprowadzce. Moi Duzi mieli wyjechać. Chcieli mnie tu zostawić. Byłem bardzo smutny. Kto by chciał w końcu takiego podwórkowego kota jak ja. Wiedziałem że Duzi mieli swoje trzy koty. Po co im czwarty. Dlatego nie przyszedłem się pożegnać jak Duży był ostatni raz na zajezdni. Przyszedłem dopiero jak odjechał. Ale on wrócił! Po mnie! Włożył mnie do kontenerka, zabrał w nieznane miejsce i byłem jeszcze bardziej przerażony niż kiedy odjechał zostawiając mnie. Okazało się że byłem u weterynarza. Potem czekała mnie podróż w nieznane. Podróż do nowego domu. I tak stałem się domowym kotem, który ma swoich Dużych. To działo się dwa lata temu. Czasem trudno uwierzyć mi w swoje szczęście. Najbardziej na świecie kocham moich ludzi, przytulanie, głaskanie, spanie na kolanach. Oni śmieją się że nie ma bardziej miziastego kota na świecie. Może to i prawda. Jest nasz kocia piątka i moje przyszywane kocie rodzeństwo też bardzo kocham. Czy jest coś o czym marzę? No może żeby mój pęcherz nie chorował bo wtedy mógłbym jeść jedzenie które najbardziej lubię a nie to które leczy. No i żeby Duzi nie pracowali - wtedy cały dzień bym siedział na ich kolanach. Przepraszam za przydługie marudzenie i pozdrawiam Was serdecznie Bazyl ![]()
niedziela, 24 stycznia 2010
piątek, 22 stycznia 2010
środa, 20 stycznia 2010
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||