| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
O autorze
Witam na moim blogu.

Mam nadzieję, że spędzisz tu miłe chwile. Zapraszam - rozsiądź się wygodnie. Poznaj moje koty. Obejrzyj moje prace.
Zostaw swój ślad.

Jeśli chcesz się ze mną skontaktować zapraszam
ewa(at)szczescie.pl

Ciekawe? Czytaj dalej na BlogFrog.pl

niedziela, 07 lutego 2010

Ten piękny wisiorek jest do wygrania na blogu
Srebrny Kot z piękną biżuterią autorstwa blue_inari


sobota, 06 lutego 2010
Pozwólcie że opowiem Wam moją historię.
Jestem zwykłym kotem. Czarnym z małym białym krawacikiem. Nie mam rasowych przodków i szlachetnej krwi. 
Urodziłem się jakieś trzy, cztery lata temu na zajezdni autobusowej w Opolu. Moją mamą była zwykła kotka, która tam znalazła schronienie. Było nas dwóch braci. Podobnych do siebie z wyglądu ale nie z charakteru. Ja po mamie nauczyłem się ufać ludziom. Brat zawsze był w stosunku do nich nieufny. Owszem obaj chętnie zjadaliśmy to co nam dali jeść i korzystaliśmy ze schronienia. Ale brat nigdy nie dał się dotknąć człowiekowi. Ja polubiłem głaskanie i czochranie. Chętnie przychodziłem na kolana. Nie było to najbezpieczniejsze miejsce na świecie ale mogliśmy tam spać zakopani w kartonach pełnych ciepłych szmat, chronić się przed deszczem i mrozem. A także biegać gdzie nam się podobało.
Mama szybko zajęła się maluszkami, które urodziła wkrótce po odchowaniu nas. Niestety zanim zdążyliśmy poznać nasze rodzeństwo mama zginęła. Rozjechał ją autobus. Wszyscy bardzo byli smutni bo nie udało się znaleźć naszego malutkiego rodzeństwa. Nie wiadomo gdzie mama je schowała i ono także poszło za Tęczowy Most. Razem z mamą. Nie było to ostatnie złe wydarzenie. Niedługo potem zniknął mój brat. Nigdy nie dowiedziałem się co się z nim stało. Zostałem sam. Nie licząc wielkiego rudego kocura, który czasem mnie bił.
Na szczęście byli jeszcze ludzie. A szczególnie jeden. Przyjeżdżał, głaskał mnie, przywoził jedzenie. On też przyniósł dla mnie tabletki jak źle się czułem bo robaki mnie chciały zjeść. Polubiłem go bardzo. Czasem przywoził ze sobą swoją ukochaną i oboje mnie głaskali i tulili. Serce mi pękało jak odjeżdżali. Inni ludzie też się mną zajmowali ale nie tak jak oni.
I wtedy posłuchałem informacje o jakiejś przeprowadzce. Moi Duzi mieli wyjechać. Chcieli mnie tu zostawić. Byłem bardzo smutny. Kto by chciał w końcu takiego podwórkowego kota jak ja. Wiedziałem że Duzi mieli swoje trzy koty. Po co im czwarty. Dlatego nie przyszedłem się pożegnać jak Duży był ostatni raz na zajezdni. Przyszedłem dopiero jak odjechał. 
Ale on wrócił! Po mnie! Włożył mnie do kontenerka, zabrał w nieznane miejsce i byłem jeszcze bardziej przerażony niż kiedy odjechał zostawiając mnie. Okazało się że byłem u weterynarza. Potem czekała mnie podróż w nieznane. Podróż do nowego domu.
I tak stałem się domowym kotem, który ma swoich Dużych. To działo się dwa lata temu. Czasem trudno uwierzyć mi w swoje szczęście. Najbardziej na świecie kocham moich ludzi, przytulanie, głaskanie, spanie na kolanach. Oni śmieją się że nie ma bardziej miziastego kota na świecie. Może to i prawda.
Jest nasz kocia piątka i moje przyszywane kocie rodzeństwo też bardzo kocham.
Czy jest coś o czym marzę? No może żeby mój pęcherz nie chorował bo wtedy mógłbym jeść jedzenie które najbardziej lubię a nie to które leczy. No i żeby Duzi nie pracowali - wtedy cały dzień bym siedział na ich kolanach.

Przepraszam za przydługie marudzenie i pozdrawiam Was serdecznie
Bazyl

niedziela, 24 stycznia 2010
piątek, 22 stycznia 2010
środa, 20 stycznia 2010
Krótka fotosesja - świeżutka

Jovi - troszkę nieostry ale ta minka


Ulubione miejsce Rózi ostatnio,
czasem musi się nim dzielić z Dyzią


Bazylowi nie dało się zrobić sensownej fotki
bo tańczył wokół nóg

sobota, 16 stycznia 2010
Miko to podopieczny krakowskiego oddziału
Alarmowego Funduszu Nadziei na życie
- trafił tam po tragicznym upadku
z okna mieszkania na IV piętrze...

Po wypadku, jego "opiekunka" przyniosła go do lecznicy,
rzuciła na stół i zażądała uśpienia kota - 
"bo się popsuł"
- a na co komu popsuty kot?


Miko przeszedł operację, obecnie jest rehabilitowany we Wrocławiu.
Wczoraj poszłam go odwiedzić z aparatem.
I nie dziwię się, że podjęto o niego walkę.
Miko to urocze stworzenie. Od razu zostałam zauroczona przez jego żywotność, rozbrykanie, charakterek. To słodziak nad słodziaki.
Niestety na razie nie ma nikogo kto chciałby go adoptować.
Miko potrzebuje bardzo dobrej i świadomej opieki.



Miko potrzebuje także pomocy finansowej na dalszą rehabilitację. Koszty są ogromne.
Miko można pomóc korzystając z danych na stronie AFN lub poprzez serwis SIĘ POMAGA
http://siepomaga.pl/f/afn

Więcej zdjęć Miko
http://picasaweb.google.pl/efkadesign/MikoZepsutyKotek#
Wątek Miko na forum miau
http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=103183







NIEZABEZPIECZONE OKNA LUB BALKON
TO DLA KOTA ŚMIERTELNE ZAGROŻENIE.
KOTY NIE POTRAFIĄ LATAĆ A OPOWIEŚĆ O TYM,
ŻE ZAWSZE SPADAJĄ NA CZTERY ŁAPY TO BAJKA.
KOCIE UMIEJĘTNOŚCI BEZPIECZNEGO LĄDOWANIA 
NA NIC SIĘ NIE PRZYDADZĄ GDY POD OKNEM BETON,
Z BALKONÓW STERCZĄ ANTENY I INNE ZAGROŻENIA.
ŚMIERĆ, KALECTWO, DŁUGOTRWAŁE LECZENIE
TO ZDARZA SIĘ CIĄGLE.
NAWET JEŚLI KOTU PO UPADKU NIC SIĘ NIE STANIE
MOŻE UCIEC PRZERAŻONY
I BYĆ SKAZANY NA PONIEWIERKĘ.

Jest wiele możliwości zabezpieczenia okien i balkonu.
Wystarczy poszukać w necie.
Można to zrobić samemu, można komuś zlecić.
sobota, 09 stycznia 2010
Od wczoraj ciągle pada śnieg. Wrocław zasypany po pachy.



Czasami nagle budzę się w nocy
czując, że się znalazłam w mocy
kotów trzech, czterech, pięciu
choć czasem myślę czy nie dziesięciu.
Jeden kot mi włosy przygniata,
drugi czule do nosa wąs wkłada,
trzeci się właśnie na mnie położył,
a czwarty swe czarne futro złożył
w rogu łóżka całkiem wygodnie
więc nogą już nie ruszę swobodnie,
na szczęście chociaż piąty nieśmiały
leży udając, że zniknął cały.
Chcę je pogonić niech idą sobie
lecz znów wychodzi, że nie mogę.
Bo one czule mruczą mi pięknie
i wtedy zawsze mi serce mięknie.
Śpimy więc razem do rana białego
choć czasem plecy zabolą od tego.
piątek, 08 stycznia 2010
czwartek, 07 stycznia 2010
Dziękuję Wam za miłe komentarze pod poprzednią notką. Na pocieszenie i przeczekanie koty najlepsze są :-)


1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32