| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
O autorze
Witam na moim blogu.

Mam nadzieję, że spędzisz tu miłe chwile. Zapraszam - rozsiądź się wygodnie. Poznaj moje koty. Obejrzyj moje prace.
Zostaw swój ślad.

Jeśli chcesz się ze mną skontaktować zapraszam
ewa(at)szczescie.pl

Ciekawe? Czytaj dalej na BlogFrog.pl

czwartek, 19 marca 2009

Jakiś czas temu narysowałam taki obrazek

cat

wtorek, 10 marca 2009
najpierw te, które dostałam na dzień kobiet - cudny bukiet tulipanowy




a teraz te, które metodą decoupage ozdobiły drewniany stojak na CD






oraz podkładki pod kubki


środa, 04 marca 2009
Wczoraj wymalowałam taki wieszczek - kredkami i farbkami bezpośrednio na drewnianym wieszaku.

można go kupić na allegro
sobota, 28 lutego 2009
W końcu nadszedł dzień kastracji i o trzynastej poszliśmy do weta. Jovi był po 12 godzinnej głodówce. Po godzinie Jovi był już po zabiegu, wybudzony i poszliśmy do domu. Jestem pod wrażeniem pana doktora - jest świetny i bardzo podoba mi się jak traktuje zwierzaki.
Właściwie cały czas śpi. Budzi się na chwilę, poczłapie trochę po domu i zasypia. Długo spał na łóżku. Potem usnął na siedząco:


Opatuliłam go w polarek:


Ale wstał i przyczłapał na biurko. Położył się blisko mnie i dalej śpi mój łaciaty słodziak. Smutno patrzeć na takiego ponarkozowego kota ale kastracja to konieczność.
środa, 25 lutego 2009
niedziela, 22 lutego 2009
piątek, 20 lutego 2009


Fundacja Kocie Życie
Fundacja For Animals
 Stowarzyszenie Obrońców Zwierząt "Arka"
niedziela, 15 lutego 2009
Cztery lata temu zamieszkały z nami Dyzia i Rózia
Nie pamiętam dokładnie dnia ale była to druga połowa lutego. Było to tak:

Mam na imię Dyzia. Jak byłam mała to mieszkałam u takiej Dużej, która opiekowała się bezdomnymi kotami. Miała ich bardzo dużo, niektóre chorowały. Ja też. Miałam ten no... koci katar. Inne koty też to miały. Podobno bardzo dużo kotów na to choruje, a małe kotki jak ktoś ich nie wyleczy to umierają. No ale mnie Duża leczyła. Leczyła wszystkie koty. Była dla nas bardzo dobra, dbała o to żebyśmy mieli jeść i lekarstwa, ale i żebyśmy mieli imiona i dużo głaskania. To ona nazwała mnie Dyziem - mimo ze jestem koteczką. Mówiła, że to dlatego że jestem takim łobuziakiem. Największą radością Dużej było kiedy któryś kotek znajdował dobry domek. Ale to było rzadko.

Pewnego dnia Duża przyszła bardzo rozradowana. Zadzwonił ktoś i zapytał właśnie o mnie! O mnie! O małą chorą koteczkę. Zadzwonił i zapytał o czarną kotkę. A musicie wiedzieć, że ja właśnie jestem czarna. Duża powiedziała, że mam zdrowieć i że przyjadą mnie zobaczyć. Zaczęłam czekać na wizytę.

Następnego dnia przyszli. Dwoje Dużych. On i ona. Byłam jeszcze bardzo chora i słaba, ale oni mówili same miłe rzeczy. Że jestem słodka i miła, i że mnie chcą. Nasza Duża bardzo się cieszyła. I wtedy stało się nieszczęście. Tak wtedy myślałam. Duża pokazywała im też inne koty. I przyniosła Rózię. Rózia była trochę starsza ode mnie i była zdrowa. Nie była czarna ale całkiem ładna, mimo że po prostu bura. Duża dała ją temu Dużemu na kolana i Rózia zaczęła się przymilać. Ta tchórzliwa kotka nagle zaczęła go czarować, tulić się, łasić. Wszystko po to aby zabrać mi mój domek!

Jak ja jej wtedy nie znosiłam. Ja nie miałam siły wstać, połasić się ani mruczeć.Nie wyglądałam tak ładnie jak ona. Miałam brzydkie, zmierzwione futerko, zaropiałe oczy. Chciało mi się płakać. Czułam jak mój domek, ten domek, który pytał właśnie o mnie odchodzi w dal.

Tego dnia Duzi wyszli nie zabrawszy żadnej z nas. Duża powiedziała że jeszcze wrócą i muszę być zdrowa. Boczyłam sie trochę na Rózię ale bardzo starałam się wyzdrowieć. Bałam się bardzo, że jednak ci Duzi mnie nie zabiorą. Duża nie mówiła wiele na ten temat bo wiedziała jak jest. Niewielu z nas znajdowało domki. No i na świecie jest wiele czarnych kotów, i może gdzieś jest inna czarna kotka, zdrowa, z ładnym futerkiem, od razu do wzięcia. Nie wiem ile dni upłynęło. Byłam już w każdym razie zdrowsza i czułam się lepiej. Nawet futerko zaczęło lepiej wyglądać.

I wtedy znowu pojawili się Duzi. Mówili jak się cieszą, że już jestem prawie zdrowa, że ładnie wyglądam. Ale Rózi też mówili dużo fajnych rzeczy. A ja dalej miałam zmierzwione futerko. I dalej się martwiłam. Wtedy ta Duża wzięła mnie na ręce. Przytuliła mnie mocno i schowała pod ciepłą kurtkę. A Duży ku mojemu zdumieni wziął na ręce Rózię i też ją przytulił. Nie mogłam w to uwierzyć - zabierali nas obie! Razem jechałyśmy do nowego domu. W nieznane.
Duża pożegnała się z nami, wyszliśmy z domu to takiego czegoś co nazywa się auto. Coś buczało, Duża uspokajająco głaskała moje futerko i coś mówiła. Słyszałam też glosy jakiś dwóch dużych. Znowu poczułam chłód podwórka i zimy a po chwili zrobiło się ciepło i jasno, kurtka rozpięła się i wreszcie byłyśmy z Rózią w Naszym Domu.


sobota, 14 lutego 2009


tak wiem, zapomniałam o wąsikach :-)