| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Witam na moim blogu.

Mam nadzieję, że spędzisz tu miłe chwile. Zapraszam - rozsiądź się wygodnie. Poznaj moje koty. Obejrzyj moje prace.
Zostaw swój ślad.

Jeśli chcesz się ze mną skontaktować zapraszam
ewa(at)szczescie.pl

Ciekawe? Czytaj dalej na BlogFrog.pl

bajkowo

sobota, 09 stycznia 2010
Czasami nagle budzę się w nocy
czując, że się znalazłam w mocy
kotów trzech, czterech, pięciu
choć czasem myślę czy nie dziesięciu.
Jeden kot mi włosy przygniata,
drugi czule do nosa wąs wkłada,
trzeci się właśnie na mnie położył,
a czwarty swe czarne futro złożył
w rogu łóżka całkiem wygodnie
więc nogą już nie ruszę swobodnie,
na szczęście chociaż piąty nieśmiały
leży udając, że zniknął cały.
Chcę je pogonić niech idą sobie
lecz znów wychodzi, że nie mogę.
Bo one czule mruczą mi pięknie
i wtedy zawsze mi serce mięknie.
Śpimy więc razem do rana białego
choć czasem plecy zabolą od tego.
środa, 23 lipca 2008
inspirowane przez Kosmo i Joviego moje tymczasowe rozrabiaki

***

Chociaż mam niewinną minkę
chętnie wejdę pod pierzynkę
jeśli znajdę tam odnóże
zaraz chętnie je uduszę

Z przyjemnością oraz raźnie
pobuszuję gdzie popadnie
może cosik przy tym zrzucę
albo chociaż się pobrudzę

Bardzo lubię też porządki
bo nie dla mnie równe rządki
wszystko trzeba przemeblować
od nowa udekorować

Przecież na mnie się nie gniewasz
bo ze radości sie zaśmiewasz
i gdy przyjdę dać buziaka
myślisz - trudno nie kochać KOCIAKA

***

Kiedy zdaje ci się nudnie
dzionki dłużą się paskudnie

mamy na to radę prostą
będziesz minę mieć radosną

bo najlepsze rozwiązanie
to kociaka lub dwóch manie*

*nie wiem czy istnieje taka forma gramatyczna ale co tam

***

My jesteśmy kotki dwa
bardzo słodkie obydwa
dziś jesteśmy śliczne małe
by przygarnąć doskonałe

Lecz pamiętaj my rośniemy
czasem także chorujemy
Więc prosimy ciebie ładnie
przemyśl sprawę tą dokładnie

Gdy serduszka swe oddamy
to na zawsze pokochamy
będziemy szczęśliwe wielce
gdy otworzysz dla nas serce
czwartek, 26 czerwca 2008
Dzień zagubionych urodzin

- To był cudowny dzień - Westchnęła Zuzanka do czarnego kocura Bazyla kiedy wszyscy goście jej urodzinowego przyjęcia poszli już do domu. Dziewczynka była już zmęczona ale zabrała jeszcze paczuszkę kocich smakołyków i razem z Bayzlem poszła poczęstować zaprzyjaźnione podwórkowe koty. Sześć kotów mieszkało w opuszczonym ogrodzie pod opieka sąsiadki i Zuzanki. Kiedy zwierzaki już zjadły nadszedł czas na wielkie głaskanie.
- Czemu przyszłaś tak późno Zuzanko? - Zapytała Czarna z Łatką, miła kotka, która nigdy nie miała dość pieszczot.
- Miałam przyjęcie urodzinowe. - Odparła Zuzanka głaszcząc jej czarne futerko.
- Naprawdę? - Zawołał Łaciaty Kocurek. - Takie z prezentami? I tortem?
- Tak. - Zuzanka roześmiała się widząc zaciekawione kocie miny. - I z zabawami.
- My nigdy nie mieliśmy urodzin. - Wyszeptało jak zwykle razem Bure Rodzeństwo. Koty nagle posmutniały. Nawet Rudy Kocur spojrzał tęsknie. W swoim długim podwórkowym życiu nigdy nie obchodził urodzin.
- Wszystkiego najlepszego Zuzanko. - Bura Kotka uśmiechnęła się i złożyła Zuzance życzenia. Potem dodała. - My nawet nie wiemy kiedy powinny być nasze urodziny.
Zuzanka zamyśliła się a po chwili zaczął jej przychodzić do głowy pewien pomysł. Spojrzała na swoich ulubieńców i po chwili już miała plan działania - jej podwórkowi przyjaciele zasługiwali na urodziny.
- Wiecie... - Zaczęła nieśmiało. - Jest taki dzień... dowiedziałam się o nim niedawno. To Dzień Zagubionych Urodzin.
Na te słowa wszystkie kocie oczy wpatrzyły się w nią z uwagą i nadzieją.
- To taki wyjątkowy dzień kiedy świętują wszyscy, którzy zgubili swoje urodziny. Tak jak wy! - Zawołała Zuzanka.
- Czy to znaczy że my też możemy obchodzić swoje urodziny? - Zapytała nieśmiało Czarna z Łatką.
- No oczywiście! - Zuzanka była pełna zapału. - Dzień Zagubionych Urodzin to wielkie święto. Każdy kto nie wie kiedy są jego urodziny tego dnia powinien dostać prezent i zjeść kawałek tortu. To dzień wielkiej radości i zabawy. Prawdziwe urodziny.
- A kiedy jest ten dzień? - Zapytała Bura Kotka.
- Już niedługo. - Roześmiała się Zuzanka głaszcząc swoich kocich przyjaciół. - Zobaczycie sami jakie będziecie mieć wspaniałe urodziny.
- Będzie tort? Prezenty? I będziemy się bawić? Hura! Urodziny! - Czarna z Łatką, Łaciaty Kocurek i Bure Rodzeństwo wykrzykiwały skacząc radośnie. A Zuzanka planowała z czego zrobi koci tort.
Bura Kotka uśmiechała się rozmarzona i nawet Rudy Kocur w głębi duszy cieszył się na myśl o urodzinach.

Kiedy później Zuzanka leżała już w łóżku Bazyl zamyślony siedział przy niej.
- Nad czym tak myślisz Bazylku? - Zapytała Zuzanka.
- Ja też będę miał urodziny - Wymruczał Bazyl szczęśliwy.
mrrr
wtorek, 10 czerwca 2008
"O szczęsciu"
Zuzanka i kot Bazyl siedzieli wieczorem na tarasie podziwiając zachód słońca. Dziewczynka gładziła aksamitne futro kota a on mruczał zadowolony.
- Bazylku - zapytała nagle Zuzanka - Czy ty jesteś szczęśliwy?
- Oczywiście Zuzanko. - odparł Bazyl z uśmiechem. - Nam kotom nie trzeba wiele do szczęścia.
- Jak to? - Zapytała zdziwiona dziewczynka.
- No wiesz Zuzanko to jest tak... - Bazyl zamyślił się na chwilę.- Łatwo nam być szczęśliwymi bo cieszymy się każdą chwilą naszego życia. Potrafimy docenić kiedy człowiek głaszcze nas czule i długo ale i przelotne muśnięcie futerka też nas raduje. Tak samo cieszy nas miska pełna smakołyków jak i złapana myszka. Sprawia nam frajdę kiedy uda nam się upolować muchę i kiedy ją tylko gonimy. Cieszy nas ładna pogoda kiedy chce się brykać i brzydka kiedy chce się spać. Mamy swoje marzenia ale jednocześnie potrafimy docenić wszystko dobre co nam się przydarza. I każdego dnia z radością witamy nowy dzień.
- I to wystarczy? - Zapytała Zuzanka zdziwiona. Ludzie często mówili że chcieliby być szczęśliwi ale rzadko że są.
- Widzisz Zuzanko - odparł Bazyl poważnie - Jeśli my koty coś robimy to całymi sobą. Od samiuśkich czubków wąsów do końca ogona. - Roześmiał sie Bazyl.
Widząc skupioną minę dziewczynki zapytał:
- Powiedz mi co my teraz robimy?
- Oglądamy zachód słońca - odparła Zuzanka.
- No własnie, my koty kiedy oglądamy zachód słońca nie martwimy się co będzie jutro, co będzie jak słońce już zajdzie. Po prostu cieszymy się pięknym widokiem tak długo jak trwa.
- Ja często myślę o tym co jeszcze muszę przygotować do szkoły. - powiedziała Zuzanka zamyślona. - Często robię jedną rzecz a myślę o drugiej.
Bazyl uśmiechnął sie i powiedział:
- Kiedy spędzam czas z tobą Zuzanko to nie martwię się czy będzie mi smutno kiedy pójdziesz do szkoły albo będziesz robić lekcje. Nie myślę co będę robił jutro. Tylko bawię się z Tobą jak najbardziej umiem i cieszę się każdą sekundą, którą z tobą spędzam.
Wzruszona Zuzanka mocno przytuliła Bazyla i głaskała jego czarne futro jak umiała najlepiej.
Bazyl spojrzał jej w oczy i wymruczał:
- Właśnie dlatego jestem Zuzanko szczęśliwy. Tu i teraz. Z tobą.
mrrrr
poniedziałek, 19 maja 2008
Nazywam się Dyzia. Jestem zwykłą czarną kotką. Zazwyczaj o takich jak ja mówi się dachowiec. Tak jak wspomniałam mam na imię Dyzia. Ale czasem myślę, że powinnam nazywać się Szczęściara. Zaraz wyjaśnię Ci dlaczego. Urodziłam się w brudnej, ciemnej piwnicy. Jak tysiące podobnych mi kotów byłam poprostu bezdomnym niechcianym zwierzątkiem. Miałam jednak szczęście bo moja kocia mama czule się mną opiekowała i bardzo mnie kochała. Tysiące malutkich kotków nie mają tego szczęścia. Ich mamy - dzikie kotki giną pod kołami aut, skrzywdzone przez ludzi lub psy. I te kocięta nie mają szans na przeżycie. Chyba, że znajdzie je człowiek i zaopiekuje się nimi. Kiedy nadszedł czas, że portafiłam już samodzielnie jeść moja dzielna mama sprowadziła do nas dobrego człowieka, który zabrał mnie do azylu. Wiedziała, że to ważne aby ktoś się mną zaopiekował. Miałam wielkie szczęście. Wiele innych kotów cale swoje życie przeżywa mając za jedyne schronienie taką ciemną, brudną piwnicę. Ja trafiłam do azylu gdzie mieszkałam razem z innymi kotami. Nie był to DOM ale mialam ciepło, jedzonko czekało w misce i czasem czlowiek głaskał moje futerko. Ale nie dach nad głową był najważniejszy. Jak tysiące takich niechchcianych, podwórkowych kotów zachorowałam na koci katar. Gdybym nie trafiła do azylu moje życie skończyłoby się zapewne jak życie tysięcy małych kociąt. Koci katar zbiera straszne żniwo wśród bezdomniaczków. Umierają w strasznym cierpieniu, nie mogąc oddychać, ślepe bo ich oczka tak zaropiały, że przestały widzieć. Ja miałam szczęście. Człowiek podawał mi leki i delikatnie przecierał moje zaropiałe oczy abym mogła je otworzyć.Bo czasem potrafiły być tak zlepione, że nie mialam siły ich otworzyć. Dzięki człowiekowi wyzdrowiałam. Moje oczka są zdrowe i wszystki nimi widzę. Widzę jaki piękny jest świat i jak wielkie mam szczęście, że mogę go oglądać.

Ale to nie wszystko. Ja naprawdę jestem szczęściarą. Bo pewnego dnia do azylu przyszło dwoje ludzi.Kiedy mnie zobaczyli od razu zdecydowali że z nimi zamieszkam. Mam więc ciepły dom, kochających ludzi i troje kocich przyjaciół. Każdego dnia dziekuję za to szczeście jakie mnie spotkało. Tysiące kotów umiera w azylach nigdy nie poznawszy co to jest DOM. Tysiące trafia do azylu ze złamanym sercem po tym jak ich DOM okazał się złym domem i zostały wyrzucone. Mimo że są w azylu wciaż są bezdomne i w ich sercach ciągle jest pustka. Mogłam także zostać na ulicy. Kolejna bezdomna, niechciana kotka. Kto by się przejmował. Jedna więcej, jedna mniej. Jesteśmy w koncu tylko kotami. Ale ja miałam szczęście. Dla moich ludzi jestem AŻ KOTEM.

Czasem siadam przy oknie i patrzę z góry na świat. Widzę ulice, drzewa, rzekę. Wiem że tam na dole, na dworze tysiace takich kotów jak ja, dachowców, nie ma tyle szczęścia. Wciąż narażone na niebezpieczeństwo przemierzają ulice w poszukiwaniu jedzenia i schronienia. Wiem, że gdzieś tam w tej plątaninie ulic są takie azyle gdzie koty mają schronienie ale wciąż są bezdomne.
To człowiek może sprawić, że inne koty też będą miały szczęście. To od Was, ludzi zależy nas los. To wy możecie sprawić, że bezdomnych kotów już nie będzie. Dlatego proszę zadbaj o sterylizację i kastrację kotów, tylko jesli będzie się nas rodziło dużo, dużo mniej jest szansa, że do wszystkich kotów będzie uśmiechało się szczęście. I odwiedź jakiś azyl - może tam własnie czeka na Ciebie taki zwykły kot, dachowiec. Zwykły dachowiec który dzieki Tobie przestanie być bzedomny. Gotowy pokochać Cię z całej mocy kociego serca. Dachowiec, który sprawi że Twój dom stanie się prawdziwym DOMEM.

Dyzia Szczęściara
niedziela, 09 marca 2008
"Kocia mama"
- Co będziesz robić? - Zapytał Bazyl widząc jak Zuzanka wyjmuje kredki i blok. - Rysunek. Dla mamy. - Odparła Zuzanka. Zainteresowany Bazyl skoczył na biurko a Zuzanka poprosiła:
- Opowiedz mi o swojej mamie Bazylku.
Bazyl zamyślił się przez chwilę a potem odpowiedział:
- Była wspaniałą kocią mamą. Czarną, dziką kotką z zielonymi oczami. Czasem jeszcze śni mi się jej szorstki język, którym układała nasze futerka.
- Miałeś rodzeństwo? - Zapytała dziewczynka.
- Tak. Siostrzyczkę i dwóch braci. Bawiliśmy się razem i rozrabialiśmy a kiedy mama szła na polowanie spaliśmy przytuleni czekając na jej powrót.
- Też bym chciała mieć brata albo siostrę. - Powiedziała Zuzanka. Nawet niedawno rozmawiała o tym z mamą. - Fajnie mieć rodzeństwo.
- To prawda. Choć dla kociej mamy czwórka kociąt to dużo pracy. Trzeba zdobyć dużo jedzenia i nauczyć kocięta wszystkiego co powinny umieć.
- Moja mama też mnie uczy wielu rzeczy. - Zawołała Zuzanka.
- Tak Zuzanko, zanim dzieci dorosną muszą się wiele nauczyć. Nieważne czy są ludźmi czy kotami. - Roześmiał sie Bazyl. - Nasza mama nauczyła nas jak dbać o futerka i pazurki. Kiedy trochę podrośliśmy i nabraliśmy sił pokazała nam jak łowić myszy i zdobywać inne jedzenie. Nauczyła nas jak bezpiecznie chodzić po świecie. Jak przechodzić przez ulicę, wspinać się na drzewa i budynki, jak poznać czy pies lubi koty czy nie. Pokazała nam też gdzie są dobrzy ludzie którzy nas nakarmią i pomogą w razie kłopotów. Nauczyła nas wszystkiego co powinny wiedzieć koty.
- Kocie mamy są bardzo mądre. - Powiedziała zamyślona Zuzanka i pogłaskała Bazyla a on mrucząc dodał:
- Nasza mama była bardzo dzielna i bardzo nas kochała. Nauczyła nas nie tylko jak łowić myszy ale też, że mamy się kochać, wspierać i polegać na sobie. Tak jak zawsze mogliśmy polegać na naszej mamie.
mrrr...
sobota, 01 marca 2008
"Noc marzeń"

- Zuzanko, Zuzanko! Obudź się! - Zuzanka usłyszała znajomy głos. Zaspana otworzyła oczy i ujrzała zielone ślepia kota Bazyla.
- Obudź się, chcę ci coś pokazać.
- Co się stało?
- Wszystko w porządku. Po prostu chcę Ci coś pokazać. - Bazyl uśmiechnął się szeroko.
Zuzanka założyła kapcie i szlafrok i wyszła za Bayzlem na taras. Bazyl poprowadził ją dalej do ławki stojącej na końcu trawnika.
- Witaj Zuzanko. - Usłyszała cichy głos a potem następne. W ciemności rozświetlonej światłem księżyca zapaliły się kocie oczy. Zdumiona ujrzała koty siedzące wkoło. Poznała wszystkie. Był tam podwórkowy zawadiaka, Rudy Kocur, przed którym drżały koty z innych ulic. Była chuda Bura Kotka i Czarna z Łatką. Był też młody Łaciaty Kocurek, który niedawno się pojawił i wyjątkowo Rudy pozwolił mu zostać. I Bure Rodzeństwo, które pojawiło się zeszłego lata i nigdy się nie rozstawało. Wszystkie mieszkały w opuszczonym ogrodzie po drugiej stronie ulicy i Zuzanka wiele razy wynosiła im jedzenie i głaskała ich zmierzwione futerka razem z sąsiadką, panią Lusią, która dbała o nie prawie jak o swoje koty.
- Dziś jest szczególna noc. Gwiazdy spadają z nieba. - Powiedział Bazyl. - To noc kocich marzeń. Kiedy gwiazda spada wypowiadamy swoje życzenia.
- Pomyśleliśmy, że Cię zaprosimy żebyś posiedziała z nami. - Dodała Bura Kotka. - Może masz swoje życzenie.
Zuzanka przysiadła na ławce a Łaciaty Kocurek i Bure Rodzeństwo przytulili się do niej mrucząc i nastawiając łepki do głaskania.
- Jest! - Zawołała Bura Kotka a potem wyszeptała - Żebym miała swój dom.
Siedzieli dalej w ciszy wypatrując gwiazd.
- Żebym miał swojego Człowieka. - To było życzenie Łaciatego Kocurka.
- Żeby pani Lusia była zawsze zdrowa - Rudy Kocur dobrze wiedział, że jego miejscem są ulice i podwórka ale cieszył się z opieki i troski pani Lusi.
- Żebyśmy zawsze byli razem.  - W tym samym momencie powiedziało Bure Rodzeństwo.
- Żebym była kochana. - Czarna z Łatką cichutko wymruczała na końcu.
- A ty Zuzanko masz jakieś marzenie? - Zapytał Bazyl.
Zuzanka zamyśliła się. Jeszcze wczoraj mówiła mamie, że marzy o nowej książce i o tym wielkim pluszowym miśku ze sklepu ale nagle te marzenie wydały jej się nieważne. Popatrzyła na otaczające ją kocie pyszczki i zawołała do spadającej gwiazdy - Niech się spełnią kocie marzenia!

Zaczynało świtać i czas było wracać do łóżka. Zuzanka pożegnała się z kotami i razem z Bazylem wróciła do domu.
- Czemu nie chciałaś nic dla siebie? - Zapytał Bazyl kiedy już Zuzanka ułożyła się pod kołdrą.
- Bo mam Bazylku wszystko co najważniejsze. Dom, mamę, tatę i siostrę. Wszyscy się o mnie troszczą i kochają. No i mam Ciebie Bazylku.
- A ja mam Ciebie - wyszeptał Bazyl i przytulił się do Zuzanki.
- Bazylku czy te marzenia się spełnią? - Zapytała zasypiając Zuzanka.
- Tak Zuzanko. - wymruczał Bazyl - Spełnią się.
mrrr...
sobota, 13 października 2007
"Mniejszy brat"
Za oknem była juz noc i gwiazdy świeciły na niebie. Zuzanka była już bardzo śpiąca. Prawie już zasypiając spytała jeszcze mamy.
- Mamo a dlaczego zwierzęta to nasi bracia mniejsi?
- Śpij już Zuzanko. - Odpowiedziała mama, pocałowała ją w czoło i wyszła z pokoju.
Zuzanka już miała się obrócić na drug bok i zasnąć gdy usłyszała cichy głos.
- Ja ci wyjaśnię.
Dziewczynka otworzyła oczy i na parapecie uchylonego okna ujrzała Bazyla. Bazyl był czarnym kocurem, który pewnego dnia po prostu wprowadził sie na ich taras. Dostał miseczkę wody, jedzenie i został. Dzielił swój czas pomiędzy dom a ogród. Bardzo lubił bawić się z Zuzanką ale jeszcze nigdy do niej nie mówił.
Teraz wskoczył na łózko zdumionej Zuzanki i uśmiechnął się.
- Wyjaśnię Ci dlaczego mówi się, że zwierzęta to mniejsi bracia człowieka. - Powiedział kocur. - Większość ludzi podkreśla, że ludzie różnią się od zwierząt. Ale popatrz na nas.
Ja jestem kotem a ty człowiekiem. Nie wyglądamy podobnie ale tak naprawdę jesteśmy bardzo podobni do siebie.
- Jak to? - Zawołała Zuzanka.
- Patrz! - Bazyl podał Zuzance lusterko. - Co widzisz?
Zuzanka spojrzała na swoje odbicie a Bazyl powiedział:
- Popatrz. Ty masz dwoje oczu i ja mam dwoje oczu. Ty masz nos i ja też.
- I uszy! - Zawołała Zuzanka a potem pokazała język Bazylowi. - Ja mam język i ty też.
Bazyl też pokazał jej język z uśmiechem i zapytał - A ile masz rąk i nóg?
- Dwie ręce, dwie nogi! Razem cztery!
- A ja mam cztery łapy! - Bazyl się uśmiechną. - A co najbardziej lubisz robić Zuzanko?
- Bawić się! Biegać, tańczyć. Bawić się z tobą. - Zuzanka podskoczyła kilka razy na łóżku.
- I ja też. - Bazyl też podskoczył. - Biegać, skakać, gonić myszki i liście lecące z drzew. Bawić się z tobą.
Po chwili znowu usiedli na łóżku i Bazyl zapytał już poważniejszym głosem:
- A co musimy oboje robić codziennie?
- Jeść. Pić. Chodzić do ubikacji. - wymieniła zamyślona Zuzanka.
- Do kuwety - zaśmiał się Bazyl.
- I jeszcze musimy spać - dodała Dziewczynka. - A mi najlepiej śpi się kiedy ty mruczysz mi na dobranoc.
Bazyl zamruczał, spojrzał Zuzance w oczy i dotknął łapą miejsca gdzie biło serce Zuzanki.
- A co tu masz Zuzanko? - zapytał.
- Serce.
- I ja mam serce - powiedział Bazyl a Zuzanka przyłożyła dłoń i poczuła jego bicie. - Oboje mamy serca Zuzanko. Oboje potrzebujemy miłości. Wszyscy, i ludzie i zwierzęta, rozkwitamy kiedy jesteśmy kochani i kiedy kochamy. To miłość sprawia, że jesteśmy szczęśliwi a nasze życie jest pełne. To dlatego Zuzanko Ci którzy kochają nazywają nas mniejszymi braćmi. Bo wiedzą, że choć inni tak naprawdę jesteśmy bardzo podobni do siebie.
Zuzanka przytuliła i pogłaskała Bazyla.
- Kocham Cię Bazylku. - Wyszeptała wprost do kociego ucha.
- Kocham Cię Zuzanko. - Wymruczał Bazyl - A teraz śpij.
mrrrr....